Historia, architektura i tajemnice: Ruiny cerkwi na wzgórzu Dylec w nieistniejącej wsi Krywe
Zanim w latach 40. XX wieku historia bezlitośnie przetoczyła się przez Bieszczady, dolina Krywego pod długim grzbietem Otrytu tętniła życiem. Stało tu ponad sto bojkowskich chyż, działał młyn wodny, tartak i dwór. Dziś o dawnych mieszkańcach przypominają jedynie piwnice ukryte w trawach, zdziczałe drzewa owocowe, które co jesień rodzą jabłka dla niedźwiedzi i jeleni, oraz wzgórze Dylec.
Na szczycie tego niewysokiego, kopulastego wzniesienia wznoszą się zabezpieczone ruiny murowanej cerkwi greckokatolickiej pw. św. Paraskewy z 1842 roku oraz parawanowa dzwonnica. Przez puste oczodoły okien i brak dachu do wnętrza świątyni zaglądają promienie słońca i konary starych jesionów. Gdy usiądziesz na kamiennym progu cerkwi o świcie lub o zmierzchu, jedynym dźwiękiem będzie szum Sanu i klangor żurawi.
Krywe było jedną z zaledwie kilku bieszczadzkich wsi, w których w XIX wieku zamiast drewnianej cerkwi wzniesiono świątynię murowaną z łamanego piaskowca – tylko dzięki temu jej ściany przetrwały powojenne dekady w całkowitej dziczy.
Przyjdź tuż po wschodzie słońca we wrześniu lub październiku, kiedy gęsta mgła znad doliny Sanu otula wzgórze Dylec, a promienie słońca przebijają się przez okno prezbiterium.