Historia, architektura i tajemnice: Zamek w Wenecji — gotycka warownia Krwawego Diabła
Pomiędzy błękitnymi taflami jezior Wenecji, w samym sercu historycznych Pałuk, wznoszą się ku niebu surowe, ceglano-kamienne mury. Zamek w Wenecji powstał w połowie XIV stulecia z inicjatywy wpływowego sędziego kaliskiego Mikołaja Nałęcza z Chomiąży. Budowla idealnie wpisywała się w monumentalną akcję fortyfikacji kraju podjętą za panowania króla Kazimierza Wielkiego. Wzniesiona na strategicznym przesmyku rezydencja rycerska przez dekady stanowiła trudną do zdobycia bazę rodową, zabezpieczającą północne rubieże ziemi wielkopolskiej.
W 1420 roku zamek przeszedł w ręce arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, zyskując zupełnie nową, surową funkcję – kościelnego więzienia dla nieposłusznych kapłanów. Nie osłabiło to jednak jego obronnego znaczenia. W drugiej połowie XV wieku, gdy w murach rezydował starosta generalny Wielkopolski Piotr Nałęcz z Szamotuł, obiekt zmodernizowano, otaczając go nowatorskim obwodem obronnym z jednymi z pierwszych bastionów na ziemiach polskich. Kiedy jednak zniknęło zagrożenie ze strony zakonu krzyżackiego, kosztowna w utrzymaniu forteca straciła rację bytu. W XVI wieku rozpoczęto rozbiórkę, a cegłę spławiano rzeką Gąsawką wprost do Żnina na budowę pałacu arcybiskupiego. Resztek dopełnił wiek XIX, gdy część konstrukcji wysadzono prochem, by pozyskać tłuczeń drogowy.
Do dziś to nie kunszt dawnych budowniczych rozbudza jednak najgorętsze emocje, lecz postać fundatora warowni. Mikołaj Nałęcz zapisał się w pamięci potomnych jako człowiek porywczy i bezlitosny, zyskując złowrogi przydomek „Diabła Weneckiego”. Ludowe podania głoszą, że za srogie wyroki i nieposkromioną pychę jego dusza nie zaznała spokoju po śmierci. Kiedy nad Pałukami zapada zmrok, a wiatr świszcze w poszarpanych wyłomach murów, po zamkowych ruinach ma przechadzać się widmo rycerza w lśniącej zbroi lub czarny pies pilnujący nieprzebranych skarbów ukrytych w zapadłych lochach.
Współcześnie zamek funkcjonuje jako zabezpieczona, trwała ruina, do której wstęp jest w pełni swobodny. Spacerując po zachowanym dziedzińcu w otoczeniu potężnych partii muru obwodowego, łatwo ulec melancholijnemu urokowi tego miejsca. To przestrzeń, w której natura powoli splata się z historią, a widok na okoliczne wody przypomina o dawnej niedostępności siedziby najsłynniejszego „diabła” w dziejach Wielkopolski.
Czy wiesz, że fragmenty gotyckiej twierdzy do dziś leżą pod kołami samochodów? W XIX wieku pruskie władze częściowo wysadziły zamek w powietrze, a pozyskany w ten sposób kamień wykorzystano do wybrukowania drogi prowadzącej z Wenecji do pobliskiego Żnina.
Najlepsze kadry uzyskasz w złotej godzinie tuż przed zachodem słońca, gdy ciepłe światło wydobywa chropowatą fakturę głazów narzutowych i gotyckiej cegły. Użyj obiektywu szerokokątnego (16–24 mm) na dziedzińcu, komponując kadr z niskiej perspektywy, aby spotęgować monumentalizm ocalałych ścian. Przy zamglonym poranku warto odejść kawałek dalej w stronę wody i teleobiektywem złapać sylwetkę ruin wyłaniającą się z trzcinowisk.