Historia, architektura i tajemnice: Zamek Henryka na Grodnej — romantyczna baszta zrodzona z zazdrości
Wznoszący się na zalesionej górze Grodna (502 m n.p.m.) zameczek wyłania się spomiędzy koron drzew niczym baśniowa baszta zapomniana przez świat. Choć na pierwszy rzut oka przypomina posępną średniowieczną strażnicę nadgryzioną zębem czasu, w rzeczywistości jest jednym z najbardziej wyrafinowanych przykładów romantycznej architektury krajobrazowej w Kotlinie Jeleniogórskiej. To kwintesencja XIX-wiecznej tęsknoty za rycerską przeszłością, wkomponowana w leśny park ze starannością godną malarskiego płótna.
Budowlę wzniósł w 1806 roku hrabia Henryk XXXVIII Reuß zu Köstritz, ówczesny pan dóbr staniszowskich. Lokalna kronika towarzyska głosiła, że arystokrata nie mógł znieść widoku górującego po sąsiedzku średniowiecznego Zamku Chojnik, należącego do potężnego rodu Schaffgotschów. Postanowił więc sprawić sobie własną twierdzę – myśliwskie schronienie stylizowane na malowniczą ruinę. W 1842 roku obiekt przebudowano, nadając mu wyraziste formy neogotyckie: strzeliste szczyty z blankami, okna zwieńczone łukami Tudorów oraz cylindryczną wieżę, która stała się jedną z pierwszych celowo wzniesionych wież widokowych w Sudetach.
Choć mury zamku są owocem arystokratycznej fantazji sprzed dwóch stuleci, samo wzgórze skrywa znacznie dawniejsze tajemnice. Na granitowej skale położonej tuż na północ od wieży archeolodzy natrafili na wykute gniazda po belkach oraz fragmenty ceramiki z XIII wieku. Wszystko wskazuje na to, że na długo przed tym, jak pruscy notable polowali tu na grubego zwierza i popijali wino przy barwnych witrażach, szczyt Grodnej służył za autentyczny, wczesnośredniowieczny punkt strażniczy strzegący karkonoskich traktów.
Po dekadach powojennego zapomnienia i powolnego popadania w ruinę, Zamek Henryka doczekał się w latach 2015–2016 pieczołowitej odbudowy klatki schodowej i murów. Dziś podróżnik wspinający się na platformę wieży zostaje nagrodzony jednym z najpiękniejszych widoków Dolnego Śląska: potężny wał Śnieżki i Karkonoszy przegląda się w lustrze pobliskiej wody, a szum wiatru w starych dębach przypomina o czasach, gdy góry były azylem romantycznych poetów i marzycieli.
Czy wiesz, że ta „sztuczna ruina” kryła wewnątrz w pełni luksusowy salon myśliwski? Za pozornie zniszczonymi, surowymi murami znajdowały się reprezentacyjne komnaty ze sklepionymi sufitami i barwnymi, malowanymi szybami, w których ogrzewano się przy kominku po udanych łowach.
Najlepsze warunki panują tu podczas popołudniowej złotej godziny, kiedy zachodzące słońce ciepłym blaskiem wydobywa fakturę kamiennych bloków i ceglanych detali baszty. Warto wejść na szczyt z teleobiektywem (70–200 mm), aby skompresować perspektywę i uchwycić neogotyckie blanki wieży na tle ośnieżonych lub zamglonych szczytów Karkonoszy oraz tafli Zbiornika Sosnówka. Z dołu, z poziomu leśnej ścieżki, zamek doskonale prezentuje się w szerokim kadrze od strony północno-zachodniej z masywną przyporą.