Historia, architektura i tajemnice: Opactwo św. Wincentego na Ołbinie — zaginione romańskie miasto Wrocławia
Spacerując po zacienionych alejkach dzisiejszego Parku św. Edyty Stein na wrocławskim Ołbinie, trudno wyobrazić sobie, że stąpa się po gruzach jednej z najbardziej spektakularnych świątyń romańskiej Europy. W XII stuleciu nie było tu miejskiego zgiełku ani kamienic, lecz wyniosłe wzniesienie pośród bagnistych rozlewisk i meandrów Odry, połączone ze szlakiem milickim solidną groblą. To właśnie w tym ustronnym miejscu wyrosło Opactwo św. Wincentego — architektoniczny kolos, który rozmachem, bogactwem rzeźbiarskim i kubaturą przyćmiewał większość ówczesnych katedr w tej części kontynentu.
Wszystko zaczęło się w latach 30. XII wieku z fundacji jednego z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych możnowładców piastowskiej Polski — palatyna Piotra Włostowica z rodu Łabędziów. Choć początkowo klasztor powierzono benedyktynom, pod koniec stulecia ich miejsce zajęli norbertanie. Kompleks rozrastał się w zawrotnym tempie, osiągając niespotykane rozmiary: wzniesiono trójnawową bazylikę o długości naw bocznych sięgającej 55 metrów, dwa kolejne kościoły, aż 48 sklepionych budynków oraz siedem tętniących życiem dziedzińców. Ołbin stał się samowystarczalnym, twardo ufortyfikowanym miastem w mieście, skrywającym w swoich kryptach grobowiec fundatora i sprowadzone z cesarskiego dworu relikwie św. Wincentego.
Zmierzch tej kamiennej potęgi nadszedł bezlitośnie i niespodziewanie jesienią 1529 roku. Gdy armia sułtana Sulejmana Wspaniałego podeszła pod Wiedeń, Wrocław ogarnęła panika przed islamską inwazją. Protestancka rada miejska uznała, że potężny, leżący tuż za murami miejskimi kompleks klasztorny może posłużyć Turkom za wymarzoną twierdzę oblężniczą. Strach przed najeźdźcą stał się idealnym pretekstem do pozbycia się bastionów katolicyzmu i zdobycia darmowego budulca. Pospieszna rozbiórka ruszyła 14 października i trwała zaledwie cztery tygodnie. W proch obrócono kilkaset lat tradycji, a wspaniale ciosany piaskowiec posłużył do wzmacniania miejskich bastionów i brukowania ulic.
Dziś o dawnej chwale Ołbina w samym parku świadczą jedynie pamiątkowe tablice i lekko pofałdowany teren kryjący podziemne relikty. Prawdziwa dusza opactwa przetrwała jednak w tkance Wrocławia. Najwspanialszy z ocalałych skarbów — monumentalny Portal Ołbiński — wmurowano w południową ścianę kościoła św. Marii Magdaleny, a mistrzowskie romańskie reliefy i tympanony można podziwiać w Muzeum Narodowym. Będąc w parku na Ołbinie, warto zamknąć oczy i wsłuchać się w ciszę, by poczuć majestat miejsca, którego zniknięcie na zawsze zmieniło krajobraz Dolnego Śląska.
Czy wiesz, że po pospiesznym wyburzeniu opactwa w 1529 roku romańskie płyty nagrobne i misternie rzeźbione detale posłużyły wrocławianom m.in. do utwardzenia nawierzchni placu Solnego? Przez stulecia mieszkańcy nieświadomie deptali po bezcennych dziełach XII-wiecznych mistrzów dłuta.
W Parku św. Edyty Stein najciekawsze, nastrojowe ujęcia uzyskasz wczesnym rankiem, gdy promienie słońca przebijają się przez korony starych drzew na osi dawnej bazyliki. Jeśli jednak chcesz sfotografować prawdziwy kunszt Ołbina, udaj się z jasnym obiektywem o ogniskowej 50-85 mm pod kościół św. Marii Magdaleny — boczny Portal Ołbiński najlepiej prezentuje się w ciepłym świetle popołudniowym, które uwypukla głębokie, romańskie reliefy.